LG Optimus L7, a fotografia mobilna

IMG_20160615_180026Drugi w mojej historii produkt, który zachęcał do fotografii mobilnej. Podobnie jak w Wildfire S mamy tutaj do czynienia z rodzielczoscią 5 Mpix, drobna zmiana zaszła jednak w rozdzielczości (2592 x 1944 pikseli). Niby nominalnie niewiele, jednak w praktyce sprawowało się nieporównywalnie lepiej. Dzięki większemu ekranowi również obsługa aparatu zyskała nową jakość. Fabryczne oprogramowanie na stałe zaprzyjaźniło się z ustawieniami ISO (100-400), łatwo dostępnym balansem bieli, funkcją panoramy itp. co sprawiło, że w 2013 roku mój tradycyjny kompakt ustąpił miejsca smartfonowi już na stałe. Narzekać można by na brak osobnego trybu makro, gdyby nie to, że problem ten można było przeskoczyć w trybie automatycznym. Zaletą interfejsu zdecydowanie była jego intuicyjność, choć nie oferował on korekcji ekspozycji.

Owszem, czasem autofokus mógł nas trochę rozczarować – zdecydowanie lepiej było dać sobie te kilka wirtualnych klatek więcej, wówczas bez problemu udawało się uzyskać ostre ujęcie. Zdarzały się sytuacje, gdy aparat twierdził, że złapał ostrość, a na komputerze widzieliśmy wciąż delikatne rozmycie. Oczywiście, jak we wszystkich ówczesnych komórkach, najlepiej było fotografować w dzień przy dobrym oświetleniu. Bądź co bądź, dzięki temu udało mi się uwiecznić kilka zupełnie przypadkiem napotkanych tematów w sposób (o dziwo!) pozwalający nawet  na wydruk w formacie mniej więcej 50 x 40 cm. To sprawiało, że niektóre zdjęcia z L7 dało się z powodzeniem wykorzystać do czegoś więcej, niż zwykłe utrwalenie wspomnień. Poziom szumów w zdjęciach nocnych do dziś uważam za znośny –  nie jeden kompakt radził sobie wtedy podobnie. Zwłaszcza, że było nieporównywalnie łatwiej uzyskać miły dla oka kadr niż na wspomnianym już Wildfire S.