Lightroom dla początkujących – podkręć kolory swoich zdjęć!

wstep-b

Postprodukcja jest nieodłącznym elementem przygody z fotografią. I pod żadnym pozorem nie należy twierdzić, że konieczność edycji świadczy o słabości samego zdjęcia i naszego warsztatu. Po prawdzie, manipulacje dotyczące koloru istniały od zawsze. W wersji analogowej wymagały cierpliwości, wyczucia czasu i odpowiedniej chemii… A skoro „nietknięty” obraz istniał tylko na kliszy, to nikt z oglądających efekty prac szczególnie nie zastanawiał się nad tym, czy fotograf coś poprawiał. Pracując cyfrowo zamiast pracy w ciemni mamy do dyspozycji całkiem bogaty rynek oprogramowania. Moim absolutnym faworytem od kilku lat jest Lightroom. Mam nadzieję, że w tym i kolejnych postach uda mi się przybliżyć Wam zalety tego programu i oswoić w kwestii świadomego posługiwania się nim.

Najwyższa pora zacząć Twoją przygodę z Lightroom’em! W pierwszej kolejności skupmy się na tym, co przy niewielkim wysiłku, da nam całkiem przyjemny efekt. W takim razie zaczynamy! Po zaimportowaniu zdjęcia w zakładce Library, przechodzimy do karty oznaczonej jako „Develop”. Wszystkie narzędzia potrzebne w obróbce znajdziemy po prawej stronie. Na dzień dobry zajmijmy się krzywą (Tone Curve). Po zaimportowaniu zdjęcia wygląda ona następująco:

1

Im bardziej po lewej stronie krzywej jesteśmy, tym ciemniejszych obszarów (tzw. cieni) dotyczyć będą nasze zmiany. Analogicznie prawa strona wykresu dotyczy jasnych elementów (tzw. świateł). Chcąc ożywić nasz obraz i podkreślić intensywność barw musimy z wyczuciem uwydatnić cienie i światła. W tym celu nadajemy krzywej kształt litery „S”. Im ostrzejsza „S-ka”, tym większa względna różnica w jasności poszczególnych obszarów. Po zmianie parametrów krzywej zdjęcie wygląda następująco:

2

Jeśli mamy wrażenie, że zdjęcie jest zbyt „płaskie”, możemy poeksperymentować z suwakiem „Clarity”, który znajdziemy wśród podstawowych narzędzi. Służy on do zmiany tak zwanego kontrastu lokalnego. Podwyższając jego wartość uwydatnimy detale zdjęcia, jak na załączonym przykładzie.

3

Skoro naszym celem jest ożywienie barw naszego zdjęcia, nie sposób nie wspomnieć o pasku saturacji (Saturation). Już sam design paska sugeruje nam, że jego prawa strona odpowiada za zwiększenie intensywności barw, zaś lewa strona prowadzi nas w odcienie szarości. W takim razie w naszym przykładzie przesuwamy suwak w prawo, szukając satysfakcjonującego nas natężenia kolorów.

4

Teraz możemy jeszcze raz sprawdzić, czy aby nie chcemy poprawić ogólnego kontrastu zdjęcia. I tak, w tym celu wykorzystujemy kolejny suwak.

5

W tym szczególnym wypadku nie czułam potrzeby majstrowania przy ekspozycji, jednak gdyby zdarzyło się, że zdjęcie jest zbyt ciemne, bądź zbyt jasne (np. na skutek niedopasowania parametrów ekspozycji w aparacie do warunków zastanych) nie próbujcie ratować tego suwakiem kontrastu. Z myślą o takich sytuacjach Adobe oddaje w wasze ręce suwak ekspozycji. I wierzcie lub nie, potrafi wiele wycisnąć ze zdjęcia – zwłaszcza jeśli pracujemy na RAWach!

Super, jesteśmy już na finiszu! Ostatni szlif to pasek „Luminance” (w wersji polskiej to słowo brzmi szczególnie źle, więc odpuśćmy sobie tłumaczenie). W grupie „Detail” trafiamy na podgląd wybranego fragmentu zdjęcia w znacznym powiększeniu. Dzięki temu możemy upewnić się, czy nie mamy niepożądanych przez nas szumów czy aberacji chromatycznych. Wspomniany pasek służy redukcji ewentualnych szumów.

6

Przynajmniej w teorii. W praktyce możemy przecież z racji naszej wizji czy gustu potrzebować większego „zmiękczenia” zdjęcia (bądź jego obszarów). Im wyższa wartość parametru „Luminance” tym większe rozmycie. Jeśli zamierzamy drukować zdjęcia w dużych formatach (np. 40×60 cm i wzwyż) to moim zdaniem minimalna dodatnia wartość tego parametru jest pomocna. Dzięki temu na wydruku nie będziemy widzieć nieoczekiwanych „paprochów” i innych „ciapków” które z bliska mogłyby nas smucić (nic nie psuje tak radości z wydruku, jak jedna jasna kropka na dużym ciemnym obszarze).

Jeśli chcemy ocenić finalny efekt w odniesieniu do pierwotnego zdjęcia, wystarczy nacisnąć drugi od lewej przycisk znajdujący się pod zdjęciem na którym pracujemy.

wstep-a

Różnica, nawet w tym krótkim przykładzie, potrafi być zaskakująca. Przy odrobinie wprawy powyższa edycja zajmie Wam kilkadziesiąt sekund. Zdecydowanie warto poeksperymentować! Jeśli jednak nie mielibyście na to ochoty, wystarczy, że dorzucicie do swojego Lightrooma stworzony przeze mnie preset Vivid.

Pobierz “vivid.zip” vivid.zip – Pobrano 38 razy – 1 KB